czwartek, 20 października 2011

epizod VI: odkurzanie

Okolice portu w Helsinkach.
Och!, nie zdawałam sobie sprawy, że aż tyle kurzu sie tu nazbierało. A to dlatego, że ciągle piszę. Nieustannie. To o "hidden wars", to o fińskim systemie medialnym, a to znowu o hybrydyzacji i globalizacji. Czasami wypada tez wspomnieć o ekonomii mediów i matematycznej analizie śmierci (nie wiem nawet jak to się może po polsku nazywać). A jak nie piszę, to czytam: o relacjach medialnych z wojny na Balkanach, o telenowelach jako cultural counter-flow (ewentualnie contra-flow, ale to określenie bardzo mi się nie podoba), o teorii modernizacji albo o imperializmie kulturowym i amerykanizacji. A jak już zupełnie nie piszę, całkowicie nie czytam, to uczę się fińskiego. Wiem już, że w przyszłości chciałabym asun keltainentalossa, ze (nyt) rakastan Teroa, zrozumiałam, że minun syntymäpäivä on heinäkuussa, ale za to zapomniałam, iż jeździ sie na nartach i lepi bałwana talvilla, a nie talvissa. Absolutnie oczarował mnie fakt, ze w Finlandii luty to - dosłownie - perłowy księżyc (helmikuu). Dzisiaj przekonamy sie, czy powyższa wiedza okazała się wystarczająca do przyzwoitego zaliczenia wtorkowego testu. A w razie gdyby nie, zrzucę winę na Tero.
Fiński rybak z żoną.

Puhun vähän suomea.

Dzisiaj jednak jest dzien niezwykły. Nie muszę pisać, nie muszę czytać, nie muszę się uczyć - o ile sama nie zechcę. Zaparzyłam Russian Earl Grey Tea (w Polsce chyba nie byłoby to politycznie poprawne?) w kubku z Bobkiem, zjadłam sałatkę z Lidla (trochę się jej bałam, bo wyglądała okropnie sztucznie - zresztą tutaj wszystko wyglada, co najmniej, nieco nienaturalnie; poika nie rozumie tego mojego strachu i twierdzi, że jest irracjonalny, bo w końcu "jak warzywa mogą być sztuczne?"), wzięłam laptopa i usiadłam przy oknie.

(Swoją drogą to niesamowite jak bardzo wszyscy się myliliście, przewidując natychmiastowe nadejście Buki (zimy)! W Helsinkach temperatura niezwykle rzadko spada poniżej 10 stopni, a obecnie - po wieczornej burzy i porannej ulewie - przez okno wpadają oślepiająco jaskrawe promienie słońca. On aurinkoista. Sää on kaunis (kaunista?)!)

Tam w tle katedra przy Placu Senackim. 
Byłabym koszmarnym Erasmusem. Nigdy wcześniej bym sie do tego nie przyznała, ale to prawda. Nie imprezuję, nie poznaję ludzi, nie piję. Dużo się uczę. Pierwszy raz wyrabiam się ze wszystkim, a zajęcia i zaliczenia nie wydają się stratą czasu. A jak już się nawet nie uczę, to spędzam czas głównie z jedną osobą. Oglądamy filmy, gramy na Xboxie (serio), gotujemy, planujemy wspólne wyjazdy, czasami nawet gdzieś wychodzimy (!) albo zwyczajnie rozmawiamy. I wiecie co? Czuję się całkowicie szczęśliwa. 

Dwa tygodnie temu byliśmy w Tallinnie. Trochę to dawno i już nie bardzo wiem, co napisać. Poza tym, że w czasie rejsu z Helsinek do Tallinna złapał nas ogromny sztorm. Serio. Przesadzili nas z małego, ekspresowego promu do jednego z tych ośmiopokładowych kolosów. A zaraz potem zamknęli wyjścia na górny dek. Yhm, fale się o niego rozbijały. Bujało tak niemiłosiernie, że w pewnym momencie wszystkie kobiety wywiało z restauracji. Do łazienek.
Hotel był elegancki, sauna odpowiednio nagrzana, miasto śliczne, a i pogoda zdecydowanie dopisała. Kupiliśmy dużo ciuchów (wspierając, między innymi, polskich producentów) i chyba jeszcze więcej alkoholu. Poszliśmy na imprezę, upiliśmy i pokłóciliśmy. Tak semi-seriously. Nasza mała tradycja: wyjeżdżamy, upijamy się, kłócimy. Typowe rozrywki Fina przebywającego poza domem.

W najbliższym czasie przyjdzie nam się, bodaj, pokłócić w Tampere, Joensuu i w Polsce.
Do Tampere zaprosił nas pracujący w Nokii znajomy poiki.
W Joensuu chcemy odwiedzić couchsurferkę, która przechowywaliśmy u niego w ostatni weekend.
A Polska w ostatni tydzień roku! O ile nic się nie zmieni, 27.12 przylatuje do Warszawy. Może zostaniemy tam na chwilę? Potem Białystok, a Sylwester prawdopodobnie w Krakowie. Ach!

Po wielu perturbacjach natury formalnej, wreszcie otworzyłam rachunek w fińskiej Nordei. Dostałam już kartę, więc chciałam kupić bilety do Polski na święta. Oczywiście na razie się nie udało. Ale, najpewniej, przylecę 16.12 i zostanę do 12.01. Macie już jakieś plany, pomysły, propozycje?

To właśnie market. Rybny.
Dzisiaj już tylko fiński. A od jutra przerwa jesienna! Do środy chcę się uwinąć z ostatnim esejem (co oznacza, że najpóźniej jutro zaczynam), potem Turku na dzień lub dwa i ... nareszcie ktoś do mnie przyjedzie! Marika, jest tyle rzeczy, które chcę zobaczyć/zrobić w Helsinkach, a na które nie miałam jeszcze czasu. Przygotuj się na muzea, wycieczkę do twierdzy Suomenlinna (to w Helsinkach, tyle że trzeba popłynąć promem), może jeszcze załapiemy się na jakiś market? Koncert, kino, bo tanie? I czwartkowy CouchSurfing Weekly Meeting!

Wciąż jak szalona cieszę się, że tu jestem.