![]() |
| Panorama w pikselach |
Dzisiaj Helsinki przebrały się na Święta. I to nie tak, że wystawy sklepowe (w Lidlu Joulu trwa już, bodaj, od trzech tygodni) wypełniły się Mikołajami, bałwankami i choinkami. To już tak naprawdę, na serio, zapłonęły kolorowe światełka, a na słupach zawisły śnieżynki w skali 100000000000000000000000:1. Tylko takiego prawdziwego śniegu wciąż brak. Niby zapowiadają na niedzielę, ale temperatura nieustannie oscylująca w granicach +5 stopni zdaje się temu przeczyć. W Laponii jednak podobno spadła już poniżej -10. W Helsinkach całkiem często świeci słońce. Ale tylko wtedy, kiedy nie jest ciemno. A ciemno jest codziennie od 15.30 do 9.00 następnego ranka.
To tak, "tytułem wstępu", dla tych, którzy wieszczyli mi przyszłość w krainie wiecznej zimy. Otóż: nie. In your face.
![]() |
| Suomenlinna I |
No, ale o tych świętach to nie bez przyczyny. Za cztery tygodnie - bez jednego dnia - przyjeżdżam do Polski. Co oznacza, że w Finlandii jestem już od trzech miesięcy (bez dziewięciu dni).
[I, wierzcie lub nie, ale moja ekscytacja z tego powodu nie maleje. Może nieco rzadziej dociera do mnie jak bardzo jestem szczęśliwa, ale jak już dotrze, to tak, jakby obuchem.]
"Jak ten czas leci!" chciałoby się zakrzyknąć frazesem. No, ale to fakt. Kiedy przyjechałam, było jeszcze lato (akurat ostatni dzień, w którym nawet w nocy dało się nie-zamarznąć w podkoszulku z krótkim rękawem), a poza tym nie miałam gdzie mieszkać. Nie to, żebym się bała czy coś, ale najzwyczajniej w świecie nie wiedziałam co mnie czeka.
A akurat przypadkiem czekało na mnie kilka dobrych rzeczy. Bardzo dobrych. Takich, które (raczej) nie zmieniły mnie, ale moje życie postawiły na głowie. Przepraszam, jednak nie mogę się oprzeć temu drobnemu podsumowaniu.
![]() |
| Suomenlinna II |
I. Tak, wiem, jestem monotematyczna. Ale co poradzę na to, że mój system wartości został (najzwyczajniej w świecie) wywrócony do góry nogami. Przypadkowi ludzie przestali się liczyć, a i ci mniej przypadkowi stracili na wartości. Budowanie "nowego życia" w oparciu o jedną tylko osobę jest prawdopodobnie naiwne, kto wie, czy nie zakończy się nawet totalną klęską. Powoli jednak wykorzeniam swój młodzieńczy cynizm. I wiecie co? Jest mi z tym bardzo szczęśliwie i coraz mniej się boję.
![]() |
| Porvoo I |
II. Nie chcę oceniać, czy to kondycja permanentna, czy raczej stan przejściowy, ale ograniczenie studenckiego życia korzystnie wpływa na poziom mojego zadowolenia z samej siebie. W moim przypadku kac równa się zawsze wyrzutom sumienia. A także ogólnej apatii połączonej z fizyczną niezdolnością do cze-go-kol-wiek, potęgującej dodatkowo wyrzuty sumienia. Straszny constans. Nic dziwnego, że pomimo ogromnych ilości wolnego czasu, wciąż miałam zaległości (wzmacniające, o zgrozo, wyrzuty sumienia).
Teraz wyrabiam się ze wszystkim. I, tak, jestem z siebie bardzo dumna.
![]() |
| Porvoo II |
III. Myślałam, że mam już ściśle określone plany na przyszłość. Koniec szkoły, kariera w mediach. Jednak dzięki przełamaniu nienawiści wobec studiów i odnalezionej na nowo pasji uczenia się (i nie chcę już rozwodzić się nad tym jak mądrych mam wykładowców, porywające zajęcia i interesujące przedmioty - chociaż, niewątpliwie, to w wielkiej mierze właśnie ich zasługa), odważyłam się nieco zrewidować swoje plany zawodowe. Krótko: raczej jednak nie zostanę dziennikarką. Dłużej: świat jest na tyle fascynujący, że chciałabym go poznać od podszewki (a jednocześnie rzeczywistość potrafi być na tyle złożona i skomplikowana, że nie czuję się upoważniona, aby ją komukolwiek tłumaczyć). Chwilowo rozważam przede wszystkim dwie możliwości:
A-kademia,
B-adania rynku medialnego.
Jednak najpierw pozostałe półtora roku magisterki - wszystko się jeszcze może zmienić.
![]() |
| Finowie kupują samochody pod kolor domów (or other way round)! |
O rany, ależ się zrobiłam przeraźliwie nudna! Nie dość, że zaniedbuję życie towarzyskie, cały swój wolny czas poświęcając przytulaniu jednej i tej samej osoby (*no dobra, jutro impreza urodzinowa kolegi, a ja - jako przykładna kura domowa - w ramach prezentu obiecałam upiec 30 muffinków: jeden za każdy rok życia), to jeszcze zakopałam się w książkach, a na dokładkę myślę o rozciągnięciu tego planu na całe moje życie.
![]() |
| Taki chcę, tylko żółty! |
Równie dobrze mogłam nic nie pisać, nie psuć swojej - i tak już zszarganej - reputacji, a zamiast tego zostawić was ze zdjęciami z ostatniego miesiąca (Suomenlinna i Porvoo z Mariką, Tallinn - odsłona druga - z Karolcią).
HIGHLIGHTs ostatnich dni:
- święto niepodległości Finlandii (6. grudnia) obchodzić będę na koncercie Patricka Wolfa! No dobra, to już drugi w tym roku, no dobrze, bilet kosztował 30 euro, ale - o rany - przecież to Patrick Wolf!
![]() |
| Zdjęcie robił jakiś Fin. W Tallinnie. |
- rozumiem już 85% tego, co mówią do mnie w sklepach. Tyle, że wciąż odpowiadam po angielsku.
- w niedzielę jedziemy do Tampere. Muzeum Muminków (Muumilaakson Museon Tamperella) to moja główna destynacja!
- Dzień Ojca i Dzień Matki to w Finlandii święta państwowe (ergo dni wolne od pracy)!
![]() |
| Fail. |








